Zszedłem do kuchni zrobić kawę. Było mi zimno, trząsłem się jak galareta, a koc na moich ramionach właściwie wcale nie pomagał. Przeleżałem w łóżku pół dnia, wiercąc się. Nie mogłem wczoraj zasnąć, ciągle myślałem o Lilou i cholernej stronie 26. O co jej chodziło? Na świecie jest miliard książek, jak mam znaleźć właściwą? Jeśli w ogóle chodzi o.. Jakim ja jestem idiotą! Ubrałem się w pośpiechu, wziąłem rower i pojechałem do herbaciarni. Otworzyłem drzwi, a dzwoneczki wiszące pod sufitem zabrzęczały. Podszedłem do kanapy, na której wczoraj siedzieliśmy rozglądając się za książką. Podniosłem chyba wszystkie poduszki, ha! Patrzyłem nawet pod stołem.
- A ty tu czego? Przyszedłeś zrobić bałagan? - zza lady wyłoniła się kobieta w dziwnym, wzorzystym swetrze z wielkimi guzikami.
- Dzień dobry, ja... ja byłem tu wczoraj z... chodzi o to, że zostawiłem książkę, nie widziała jej pani? - wydukałem, ale starsza pani chyba nie miała zbyt dobrego humoru, bo zmierzyła mnie groźnym spojrzeniem i burknęła
- Swoich rzeczy trzeba pilnować kochaniutki! - potem mruknęła pod nosem coś w stylu 'jaka ta dzisiejsza młodzież jest roztrzepana' i wstała ze stołka z zamiarem ucieczki od 'natrętnego młodzieńca'.
- Ja wiem, ale ta książka jest dla mnie bardzo ważna, na pewno nic nie da się zrobić? - zrobiłem minę zbitego psa i czekałem. Chyba poskutkowało, swoją drogą, jak ludzie mogą się nabierać na coś takiego? Nie ważne. Staruszka przyczłapała do jakiejś szafki, a ja niecierpliwie stukałem czubkiem buta o panele podłogowe, co nie uszło uwadze kobiety. Spojrzała na mnie znad połówek szkieł, dając do zrozumienia, że raczej jej się to nie podoba.
- Masz szczęście, pan Fletcher znalazł ją dzisiaj rano. - wręczyła mi książkę, którą szybko złapałem i udałem się na drugi koniec pomieszczenia, w stronę drzwi.
- Dziękuję bardzo, do widzenia! - powiedziałem jeszcze uśmiechając się. Właściwie.. była całkiem miła. To znaczy nie, nie była, ale też bym zrzędził siedząc tu cały dzień i parząc herbaty. Ważne, że mam książkę.
- Do widzenia, do widzenia - odparła i jak to starsi ludzie, dodała jeszcze swoje trzy grosze, mamrocząc po nosem. - Co się dzieje z tym światem, młodzi zawsze się gdzieś śpieszą, wszystko na opak... - nie cierpię tych gadek. Zacząłem w pośpiechu wertować kartki. 19, 24, 26! Jest! Ale co właściwie jest?! Zwykła kartka z książki. Papier, dużo czarnych literek. Podkreślone zdanie. Przejrzałem inne strony, jest tego więcej. Głownie jakieś sentencje, złote myśli i inne takie głębokie przemyślenia. Ale Niall skup się! Interesuje cię strona 26. Czerwonym długopisem zaznaczone zdanie 'Pustynię upiększa to, że gdzieś w sobie kryje studnię'*. Aha? Świetnie Delilah, ale mogłaś się bardziej postarać. Jakaś kolejna wskazówka? Przeglądałem książkę, w nadziei znalezienia czegoś jeszcze. Ale czego właściwie szukać... Znalazłem mnóstwo innych cytatów. Zza okładki wypadła kartka z rysunkiem Leah, ah tak, przecież ją tam wsunąłem. Wszystko szare, z wyjątkiem czerwonych jak kreska pod cytatem wskazówek Big Bena i postaci pod parasolką. I napis 'Mercurii', ale to nic mi nie mówi. Ok.. 'Pustynię upiększa to, że gdzieś w sobie kryje studnię'. To musi być coś innego, coś.. wyróżniającego się, kontrastującego. Tak oto po raz drugi już dzisiaj uświadomiłem sobie, że jestem kretynem. To było proste od samego początku. Wskazówki to godzina, postać to zapewne Delly, tylko to 'Mercurii'... Trzeba to będzie wygooglować. Wsunąłem kartkę z powrotem za okładkę i pojechałem do domu, robiąc po drodze małe zakupy. Moja lodówka często świeci pustkami, co jak co, ale nigdy nie ma złego momentu na zakupy. Szybko zrobiłem kanapki i zająłem się rozszyfrowywaniem myśli Lilou. Wklepałem w okienko 'Mercurii', pierwszy wynik, klik, czytam. Środa! Okej właściwie mogłem domyśleć się, że chodziło o dzień tygodnia, w końcu jest miejsce i godzina... Ale zaraz, dzisiaj jest środa. Fuck's sake, która to była godzina, która godzina?! Zbiegłem po schodach, przy okazji się potykając i uwierzcie, życie przeleciało mi przed oczami. Plus mój ulubiony, nowy próg, który chyba niezbyt lubi się z moim małym palcem u stopy. Pominąłem rzucanie się na podłogę i wycie z bólu. Nie mam czasu, ale kiedyś to nadrobię. Gdzie mogłem zostawić tą cholerną kartkę? Przebiegłem się po domu, ale nie znalazłem. Kuchnia! Rozpaćkany pomidor na blacie, cóż.. lodówka. Często mi się to zdarza, wiem, nie do końca normalne, ale po takich wyprawach po jedzenie, znajduję potem masło w zlewie a brudny talerz w lodówce i innych dziwnych miejscach. Kiedyś schowałem telefon do zamrażalnika.
Wyciągnąłem kartkę z lodówki, dobrze, że leżała tam krótko. A więc wygląda to na.. 18:30? Spojrzałem na elektroniczny zegarek wbudowany w kuchenkę.18:09! Jeśli pobiegnę, będę na miejscu w 9 minut. Czy na pierwsze 'umówione' spotkanie powinienem iść w czystym ubraniu? Sądzę, że tak. Przebierałem spodnie wrzucając do kieszeni drobne, jednocześnie próbując dokuśtykać do łazienki. Chwyciłem szczoteczkę do zębów i wycisnąłem na nią trochę pasty. Dzwonek do drzwi, ale szoruję zawzięcie dalej. Telefon zawibrował na blacie koło umywalki i odczytałem z wyświetlacza 'Harry'. Cholera zapomniałem. Troszkę nie w porę kochany. Przepłukałem usta zimną wodą, kolejny dzwonek do drzwi, w końcu zbiegłem do hallu.
- Kurna! - Ponownie uderzyłem palcem o próg. To też trzeba będzie nadrobić - Już Chwilka! - otworzyłem drzwi jedną ręką, drugą zaś próbując zgwałcić buta stopą, która jakoś na złość nie pasowała. W drzwiach stał Hazz obładowany chipsami, pepsi, i znając go, żelkami.
- No wiesz, mieliśmy oglądać głupie komedie wżerając żelki - ha! a nie mówiłem? - a ty się tak odpieprzyłeś jakbyś biegł na jakiś ślub czy coś, chyba, że to dla mnie, ale w takim razie nie musiałeś. Wiesz, pierdzisz w moim towarzystwie, także wiedz, że pozwalam ci chodzić też w dresach. - taki słowotok u Harrego to bardzo dziwne zjawisko. To znaczy... i tak mówił wolno, więc zmarnował jakieś 2 minuty mojego cennego czasu, ale tak, to na prawdę dziwne.
- Ha ha, dobra Harry, zamknij się już. Chodzi o to, że muszę wyjść. - wziąłem kurtkę i wróciłem się jeszcze do na chwilę do kuchni napić się soku. Fuu! Pomarańczowy, to nie najlepszy wybór zaraz po myciu zębów.
- Ale że co? A ja co mam robić? - zapytał Hazz z wyrzutem.
- To na prawdę ważne - powiedziałem tym razem zbliżając do ust butelkę z czystą wodą, tak upewniłem się dwa razy, czy to nie sok.
- Nie dasz się przekonać nawet toną żarcia? - zapytał z nadzieją potrząsając reklamówkami z Tesco i posłał mi ciepły uśmiech. - Niall, ono do ciebie przemiawia! Zjedz mnie, zjedz mnie..
- Hazz? - zatrzymałem się na chwilę.
- Tak?
- Pogrzało cię do reszty? - zakręciłem butelkę i chwyciłem klucze z haczyka - Chodzi o Delilah, nie znasz jej, sam jej nie znam, ale opowiem ci wszystko potem, teraz muszę iść, mam jakieś... - spojrzałem na zegarek - 10 minut. Możesz tu zostać, znaj moją dobroć, tylko Harry.. nie spal mi domu ok? - wybiegłem z mieszkania zatrzaskując drzwi i próbując wcisnąć rękę w rękaw szarej kurtki.
- Taa, to do miłego kochanie! - usłyszałem jeszcze darcie się Stylesa i ile sił w nogach pod Big Bena. Po drodze zatrzymałem się jeszcze przy straganie ze słodyczami.
Nareszcie. Rozejrzałem się i zobaczyłem ją. Stała bawiąc się rąbkiem czerwonego płaszcza, wiatr znów rozwiewał jej czekoladowe włosy, uśmiechała się delikatnie... Znacie to uczucie, gdy ktoś rozchmurza się na sam wasz widok? Ja w każdym bądź razie już znam i mogę szczerze powiedzieć, że jest niesamowite.
- Czekam tu i czekam Furbs!- powiedziała, powoli idąc w moją stronę.
- Ale było warto, nieprawdaż? - zaśmiałem się potrząsając jej przed nosem torebką z lukrecjami. Wyciągnęła rękę zza pleców i zrobiła dokładnie to samo, uroczo przygryzając wargę.
***
Pustynię upiększa to, że gdzieś w sobie kryje studnię*
cytat z 'Małego Księcia'
Tak więc jestem już z tym pierwszym
i mam nadzieję, że wam się spodoba,
bo ja osobiście mam wrażenie,
że spieprzyłam troszkę końcówkę. Ale cóż...
i mam nadzieję, że wam się spodoba,
bo ja osobiście mam wrażenie,
że spieprzyłam troszkę końcówkę. Ale cóż...
Jest już właściwie sobota, minęło trochę czasu
od tego prologu, miałam mały kryzys
twórczy, ale wena zawitała więc męczcie się
teraz z tym i na prawdę nie obrażę się,
od tego prologu, miałam mały kryzys
twórczy, ale wena zawitała więc męczcie się
teraz z tym i na prawdę nie obrażę się,
jeśli sypniecie parę słów w komentarzach
+ ankieta na dole czeka niecierpliwie ;)
+ ankieta na dole czeka niecierpliwie ;)

jak ja kocham te twoje powiedzonka jakieś 'znaj moją dobroć' albo 'próbuję zgwałcić buta stopą' hahahaha, a końcówka spieprzona? no chyba nie, to najsłodszy fragment jaki kiedykolwiek czytałam! Niall jest taki kochany, uroczy, słodki, nieogarnięty... kocham go w Twoim opowiadaniu! i w ogóle czekam na rozdział z perspektywy Delilah, bo mnie ta osóbka ciekawi, nic o niej w sumie nie wiem :D dawaj, dawaj
OdpowiedzUsuńnie bede sie meczyc z tyn dlugim komentarzem bo odlczyl sie net i nie chce mi sie od nowa poprostu jest supeeeeeer miej duzo weny bo za dlugo czekamy xd
OdpowiedzUsuńbo ja nie wiem czy pisac w ogole.. xd nastepnym razem podpisuj sie nickiem z tt czy cos, lepiej mi wtedy sie skontaktowac potem czy cokolwiek ;) no i wiem z kim pisze i kto czyta :D dziekuje, znam ten bol, kiedy piszesz komentarz 7 minut, starasz sie napisac wszystko co masz w glowie a potem bum! nie ma... + nie mam polskich czcionek na tym laptopie, bo korzystam wlasnie z siostry ahahah.
Usuńem moze dziwne xd ale nazywam sie artur tt nie mam a czytam bo masz talent i wciaaaga :-) bloga polecila mi kolezanka i nie zaluje ;p jest extra
Usuńahahahha jebłam xd ale miło mi, czytałeś oneshota? ;)
Usuńozesz chujj 4 raz to pisze... nie jebaj xd ja tez mialem niezla beke z kolezanka na poczatku a potem doszedlem do wniosku ze jest spoko one shota czytalem i nie plakalem jezeli chcesz wiedziec xd nie to co dziewxzyny bhahaha spoczko spoczko a tak poza marginesem zazdroszcze talentu... musi Ci byc latwiej na polskim Arturr
Usuńa można wiedzieć jaka to koleżanka? ;) dziękuję, czy ja wiem czy łatwiej.. zależy co mamy, wena też potrzebna więc tak z głupa to trudno coś w miarę wymyślić xd
Usuńmoja kolezanka ola ale nic nie pisala tu. nie komentowala tylko na fejsa mi link podeslala ta wena xd wszystkim przezkadxa a jak juz jest to wszyscy narzekaja ze beznadziejnie pisza xd ale bez kitu zazdroszcze Ci umiejetnosci
UsuńHej ;) rozdział świetny, tak samo jak prolog i wstęp :) Będę czytać na 100 %, czekam na kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńw końcu jest ♥ dawaj dalej :>
OdpowiedzUsuń